Nasze portale
Ostatnie w galerii
I LO Kopernik
Zakopane 2010
Dodano 2010-07-28 przez Maniek

Wyjątkowe miejsce, wyjątkowe warsztaty. Właśnie w Zakopanem, gdzie na jednego górala przypada stado baranów, odbyło się nasze ostatnie spotkanie z Rysami naszych mediów.
O podróży (w szczególności widokach) rozpisywać się nie warto, gdyż Jan Kasprowicz zrobił to już dawno, a z mistrzem nie warto wchodzić w konkury. A więc po dotarciu do miasta i z(rzuceniu) bagaży udaliśmy się, jeszcze pełni sił i wigoru na najsłynniejszą ulicę Zakopanego (na której, de facto, mieszkaliśmy).
Jak zwykle wpadliśmy w szpony Krupówek i miejscowych sklepikarzy. Z mniej lub bardziej pustymi żołądkami podążyliśmy w stronę karczmy, gdzie miała się odbyć nasza kolacja. Z całej karczmy najbardziej "góralskie" było menu pisane gwarą, nie umniejsza to jednak faktu, że tamtejszy szwedzki stół był obficie zastawiony. Bo warto pamiętać, że najedzony dziennikarz, to szczęśliwy dziennikarz. Nie dziwota, że w drodze pierwotnej śpiewaliśmy. Nie zawsze góralskie przyśpiewki, ale przynajmniej w tej tonacji.
Dnia drugiego z samego rana, korzystając ze słońca, które raczyło wychylić się za chmur, za pierwszy cel obraliśmy sobie Dolinę Kościeliską. Z przewodnikiem na przedzie i paniami psorkami na tyle podziwialiśmy sobie to urokliwe miejsce. Co odważniejsi (bądź też bardzie wyspani) zadeklarowali chęć zwiedzenia Jaskini Mroźnej. Nie jest to bynajmniej słowny żart, to naprawdę chłodne miejsce. Ochłodzeni z wrażeń dołączyli do grupy, aby kontynuować wycieczkę.
Punktem kolejnym była Gubałówka. Zapakowani do niebiesko- żółtych wagonów pojechaliśmy zgodnie z zasadami fizyki w górę. Będąc już na miejscu, zaopatrzeni w kieszonkowe od rodziców poszliśmy na jadło, tudzież drewniane pamiątki z drewnianych domków (kupowane z myślą o najbliższych, oczywiście). Objedzeni albo (patrz to drugie) obładowani przetransportowaliśmy się tą samą drogą w dół. Studentów przebranych za samce owcy nie mieliśmy wprawdzie przyjemności spotkać, ale to może dlatego, że za dwa dni miała być cisza wyborcza, toteż kandydaci nie mieli sposobności do rozdawania ulotek w towarzystwie włochatych maskotek. Niemniej jednak, widoki zaparły nam dech w piersiach.
Kolację (obiad w międzyczasie, średnio złożony z oscypków) dane nam było zjeść w miejscu, które z pewnością można by zachwalać w przewodnikach jako alegorię góralskiej chaty. W tej karczmie nie powstydziłby się bywać żaden rodowity góral. W jadłospisie m. in. kiszka z cebulą, smalec domowej roboty czy tez przypiekana kiełbasa. A do akompaniamentu mlasków i brzęku sztućców przygrywała góralska kapela. Hej!
Noc jak to noc, co tu komentować...
... za to już na pewno wypada mi skomentować dzień trzeci, chyba najbardziej obfity we wrażenia. Po przywitaniu gości: Olgi Toporowskiej, dziennikarski TVN Warszawa, Dariusza Prosińskiego, operatora TVN'u oraz Marcina Kubata, znakomitego dziennikarza Radia ZET, przystąpiliśmy do pracy. Warsztaty przyjęły formę wieczorku wyborczego z debatą kandydatów na prezydenta. Aby nie zarzucać nam stronniczości, wyłoniliśmy z męskiej populacji Bronisława Komorowskiego, Jarosława Kaczyńskiego, Janusza Korwin- Mikke, Waldemara Pawlaka i Grzegorza Napieralskiego. Nie bacząc na zerowe podobieństwo naszych kolegów do przedstawionych wyżej polityków, rozpoczęliśmy debatę przedwyborczą, którą poprowadził Marcin Kubat. O dziwo, do słownych potyczek doszło pomiędzy liderem PiSu a JKM, nie jak by się to można było spodziewać, na linii PO- PiS. Warto byłoby nadmienić, że Jarosław Kaczyński, posiłkując się wypowiedziami JKM wprowadził nowy termin do słownika języka polskiego, jakim jest słowo "heteroś". Być może to innowacyjne podejście do kwestii upodobań płciowych zmieni całkowicie oblicze polskiej seksuologii. Łamiąc stereotypy i programy (pan Napieralski zaczerpnął sobie pomysł informatyzacji od Waldemara Pawlaka) "kandydaci" w pełnej kultury i kurtuazji atmosferze powymieniali się uściskami dłoni. Zdaniem widzów i obecnych w sali studia "Woroniczej" debata była "merytoryczna". Nasi kandydaci, zachwyceni tak pozytywnymi komentarzami oddali się w wir wywiadów. Otóż, reszta młodych ludzi dostała angaże do różnych stacji telewizyjnych i gazet, np.: TVN, Superstacja, Onet, RMF, Rzeczpospolita i Fakt. W zależności od charakteru medium, do jakiego trafiliśmy, musieliśmy przygotować materiał do emitacji bądź publikacji z niedawno odbytej debaty. I tak oto drużyna z Faktu postawiła na fizyczne walory kandydatów, chwaląc bądź ganiąc zgodność garniturów z najnowszymi trendami. Z kolei Superstacja postawiła na piłkę nożną- mieszcząc się w atmosferze panujących Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Za pomocą fragmentów meczu porównali debatę z elementami gry piłkarskiej. Tandem z RMF zrobił minutową audycję, w której wykorzystał drobne fax paus Grzegorza Napieralskiego. Udany awans polityczny naszych chłopców zaowocował również udanymi materiałami.
Choć słowa piosenki "Góralu, czy ci nie żal" (odjeżdżać z hal) cisnęły się na usta, Zakopane nie chciało nas pożegnać tak szybko. La grande finale całych warsztatów była awaria autobusu... trzy godziny drogi od Jarosławia. Jako że w biedzie ludzie się zjednują, tak też spontanicznie zabrana gitara asymilowała nas przy akordach "Małgośki"... W repertuarze znalazły się również piosenki zespołu Bajm, więc miejscowi klienci baru, obok którego odbywał się nasz performance przeżyli z pewnością retrospekcję do lat buntu. Autokar zastępczy jednak nadjechał, i choć rozczarowani, że musimy opuszczać naszą wątpliwą publiczność odjechaliśmy razem z nim.
I wsyćko dobze się zkończyło, hej!
Z serii: Warsztaty dziennikarskie...
Skrót ostatnich newsów
Z kamerą na co dzień...
Gazetka "Wkrętak"